Masaż dla psa

Po co masować psa, skoro i tak go głaszczesz – masaż dla psa

Głaskanie i masaż to dwie różne rzeczy, choć jedno i drugie robi się dłonią. Głaszczesz mimochodem, przy telewizorze, patrząc gdzie indziej, i pies dostaje wtedy sygnał „jesteś tu”, ale nic poza tym. Masaż jest świadomy: wiesz, gdzie trzymasz rękę, jak mocno naciskasz i co się dzieje pod spodem. Różnica jest mniej więcej taka jak między poklepaniem kogoś po ramieniu a położeniem dłoni na barku na całą minutę.

Regularny, spokojny dotyk daje dwie rzeczy, których warto chcieć. Pierwsza jest praktyczna: przesuwając dłoń po całym psie raz czy dwa razy w tygodniu, poznajesz jego ciało na tyle dobrze, że nowe zgrubienie, bolesne miejsce albo kleszcz w fałdzie skóry zauważysz wcześniej niż przy czesaniu. Druga jest kwestią przyzwyczajenia: pies, który zna dotyk na łapach, brzuchu i uszach, znosi wizytę u weterynarza zupełnie inaczej niż taki, dla którego każde chwycenie łapy jest zaskoczeniem.

Nie oczekuj od tego niczego więcej. Masaż w domu nie jest zabiegiem, nie zastępuje wizyty i nie naprawi niczego, co wymaga leczenia. To jest czas spędzony z psem w sposób, który akurat obojgu wam służy, i na tym poprzestańmy.

Kiedy masażu nie robimy w ogóle

Ta lista jest krótka i nie ma w niej miejsca na wyczucie. Odpuszczamy przy gorączce i infekcji, przy świeżym urazie, kulawiźnie i podejrzeniu skręcenia, przy każdym miejscu, które jest gorące, obrzęknięte albo bolesne w dotyku, przy zmianach skórnych i otwartych ranach oraz przy każdym wyczuwalnym guzku, którego wcześniej nie było. W żadnej z tych sytuacji nie masujemy „delikatniej”, tylko dzwonimy do weterynarza.

Osobno stoją trzy sytuacje, w których masaż jest możliwy, ale dopiero po rozmowie z lekarzem: pies po operacji, pies w trakcie leczenia choroby przewlekłej i pies bardzo stary, u którego stawy bolą na tyle, że sam ogranicza ruch. Tu nie chodzi o formalność. Chodzi o to, że w każdym z tych przypadków dotyk w niewłaściwym miejscu robi więcej szkody niż pożytku, a pies nie ma jak cię ostrzec inaczej niż zachowaniem, które łatwo przeoczyć.

I rzecz, o której mówi się najrzadziej: jeżeli pies ma za sobą przeszłość, której nie znasz, i reaguje na podniesioną rękę, zacznij od samego siedzenia obok niego z dłonią położoną na podłodze. Masaż odłóż na później, o wiele później.

Gdzie, kiedy i w jakiej pozycji zacząć

Wybierz porę, w której pies już się wybiegał i nie jest głodny, czyli najczęściej wieczór. Znajdź miejsce, w którym normalnie odpoczywa, i nie przenoś go na stół ani na kanapę, jeśli zwykle tam nie leży. Usiądź obok, na podłodze, a nie nad nim, bo pochylanie się nad psem jest dla niego czytelnym sygnałem, tylko nie tym, o który ci chodzi.

Nie układaj psa. To jest najczęstszy błąd pierwszego razu: człowiek chce, żeby pies leżał na boku, bo tak wygodniej masować, i zaczyna go przekręcać. Pies ma leżeć albo siedzieć tak, jak sam się ułożył, nawet jeśli oznacza to, że dosięgniesz tylko jednej łopatki. Druga będzie następnym razem.

Pierwsza sesja ma trwać dwie, trzy minuty i skończyć się wtedy, kiedy psu jeszcze jest dobrze, a nie wtedy, kiedy już ma dość. To brzmi jak drobiazg, a decyduje o wszystkim, bo pies zapamiętuje koniec.

Pies mówi „tak” i „nie”, tylko nie słowami

Człowiek na masażu może powiedzieć „nie tutaj” i to załatwia sprawę. Pies takiej możliwości nie ma, więc całą odpowiedzialność za odczytanie zgody bierzesz na siebie, i to jest właściwie cała trudność tej czynności. Dobra wiadomość jest taka, że psy komunikują to dość jednoznacznie, o ile się patrzy.

Sygnały, że pies się nie zgadza, są zwykle drobne i ciche. Oblizywanie nosa bez powodu, ziewanie w środku spokojnej sytuacji, odwracanie głowy w bok, widoczne białka oczu przy odwróconym pysku, nagłe zesztywnienie karku, wstrzymany oddech, powolne odsunięcie łapy. Żaden z tych sygnałów nie jest warczeniem i właśnie dlatego tak łatwo je zignorować. Jeśli którykolwiek się pojawi, zdejmij rękę, poczekaj i wróć do miejsca, które było wcześniej dobre.

Zgoda wygląda odwrotnie i też jest cicha: oddech, który się wydłuża, ciężar ciała, który wyraźnie opada w podłogę, łapa, która się rozluźnia, czasem westchnienie. Niektóre psy przysuwają się same i podstawiają kolejne miejsce. To jest moment, w którym można pracować dalej, i tylko ten.

Jak masować: kierunek, nacisk, tempo

Pracuj z włosem, nigdy pod włos, i wolniej, niż ci się wydaje potrzebne. Dobre tempo to jedno powolne przesunięcie dłoni na dwa, trzy oddechy psa. Zacznij od dłoni położonej płasko na karku i zsuwaj ją wzdłuż grzbietu do ogona, jednym ruchem, bez zatrzymywania. Powtórz to kilka razy, zanim w ogóle zaczniesz robić cokolwiek innego.

Nacisk trzymaj taki, przy którym skóra przesuwa się razem z dłonią, a pies nie musi się przeciw niej ustawiać. Sprawdzian jest prosty i można go zrobić na sobie: dociśnij palcem skórę pod okiem tak mocno, żeby było jeszcze przyjemnie, i nie więcej. Na samym kręgosłupie nie naciskamy w ogóle. Pracuje się obok niego, po obu stronach, na mięśniach biegnących wzdłuż wyrostków.

Najlepiej znoszone miejsca to kark, barki, łopatki i mięśnie ud. Te okolice u psa, który dużo chodzi na smyczy albo ciągnie, bywają wyraźnie twardsze i to właśnie tam pies najczęściej sam się podsuwa. Cała sesja u psa, który już się przyzwyczaił, to pięć do dziesięciu minut, nie więcej.

Czego nie dotykać na początku

Łapy, ogon, uszy i brzuch zostaw na później, nawet jeśli twój pies daje sobie robić wszystko. To są miejsca, przy których większość psów ma naturalny odruch obronny, i rozpoczynanie od nich zamienia masaż w coś, co pies znosi, zamiast w coś, na co przychodzi. Do łap warto dojść dopiero wtedy, gdy grzbiet jest już oczywisty i nudny.

Brzuch to osobna historia, bo pies, który sam się na nim przewraca, nie zawsze zaprasza. U części psów odsłonięcie brzucha jest gestem uspokajającym, czyli prośbą, żeby przestać, a nie zaproszeniem. Rozróżnisz to po reszcie ciała: pies, który się cieszy, jest luźny i ma rozluźnioną szczękę, a pies, który prosi o spokój, leży sztywno z podwiniętym ogonem.

Głowy i okolicy oczu też lepiej nie ruszać, dopóki pies sam nie zacznie wkładać ci jej pod rękę. Wtedy owszem, ale nadal wolno i nadal krótko.

Dlaczego pies rozluźnia się dopiero po chwili

Przy pierwszych sesjach prawie każdy pies przez pierwszą minutę czy dwie leży sztywno i pilnuje, co się dzieje. To nie jest niechęć ani brak zaufania. Ciało pod dotykiem cały czas przewiduje: sprawdza, gdzie dłoń jest teraz i gdzie będzie za chwilę, i przygotowuje się z wyprzedzeniem na to, co ma nadejść. Dopiero kiedy kontakt trwa dostatecznie długo i nie urywa się co chwilę, nie ma już czego przewidywać i mięśnie odpuszczają same.

Dlatego jedno długie przesunięcie dłoni wzdłuż grzbietu działa lepiej niż dziesięć krótkich poklepań, i dlatego zabieranie ręki co kilka sekund przedłuża tę pierwszą, sztywną fazę w nieskończoność. U psa widać to wyjątkowo wyraźnie, bo cała reakcja rozgrywa się na wierzchu, w oddechu i w ciężarze ciała. U ludzi zjawisko jest dokładnie to samo, tylko schowane głębiej i przez to trudniejsze do zauważenia: masażyści opisują to jako moment, w którym ciało przestaje się napinać dopiero przy nieprzerwanym dotyku, a u człowieka na stole potrafi to zająć nawet kilkanaście minut.

Praktyczny wniosek dla ciebie i psa jest jeden. Nie skracaj sesji do trzydziestu sekund pomiędzy jedną a drugą rzeczą do zrobienia, bo w trzydzieści sekund nie zdąży się wydarzyć nic poza czujnością. Lepiej pięć spokojnych minut raz dziennie niż minuta pięć razy.

Kot to nie mały pies

U kota wszystko jest krótsze i mniej dosłowne. Sesja liczona jest w minutach pojedynczych, nie w kilkunastu, a sygnałem, że czas kończyć, bywa jedno drgnięcie skóry na grzbiecie albo ogon, który zaczyna uderzać o podłogę. Kot, w przeciwieństwie do psa, zwykle nie ostrzega dwa razy.

Miejsca też są inne: koty na ogół dobrze znoszą dotyk na policzkach, pod brodą i wzdłuż karku, a znacznie gorzej na grzbiecie przy ogonie i na brzuchu. Zasada pozostaje ta sama co przy psie, czyli praca z włosem, wolno, bez unieruchamiania zwierzęcia, z tą różnicą, że kot musi mieć zawsze otwartą drogę odejścia. Jeśli odchodzi, sesja jest skończona i nie ma o czym dyskutować.

Kiedy to już sprawa dla specjalisty

Wszystko powyżej dotyczy zdrowego psa i spokojnego dotyku w domu. Jeżeli w grę wchodzi kulawizna, dysplazja, choroba zwyrodnieniowa stawów, rehabilitacja po operacji albo pies, który wyraźnie oszczędza którąś stronę ciała, to jest teren fizjoterapii zwierząt, a nie domowego masażu. Fizjoterapeuta zwierzęcy pracuje na podstawie rozpoznania od lekarza i wie, czego przy danym schorzeniu nie wolno robić, a domowy masaż tej wiedzy nie zastąpi.

Granica jest prosta i warto ją zapamiętać w jednym zdaniu: dotyk dla przyjemności i kontaktu robisz sam, a dotyk, który ma coś naprawić, zlecasz komuś, kto ma do tego wykształcenie. Jeśli masz wątpliwość, po której stronie tej granicy jesteś, zadzwoń do swojego weterynarza i zapytaj. To jest darmowe i zajmuje minutę.